Myśleć jak Milionerzy – po konferencji

Godzinę temu wróciliśmy z weekendowego spotkania organizowanego przez Kamila Cebulskiego „Myśleć jak Milionerzy„.  Koleś nazywany „najmłodszym milionerem w Polsce” w jednym miejscu zbiera najróżniejszych przedsiębiorców – tych większego i mniejszego kalibru. Tych „wygranych” i tych będących w najróżniejszych terapatach biznesowych. Generalnie każdego kto jest przedsiębiorcą – praktykiem, z którego wiedzy i doświadczenia można czerpać wzór, inspiracje, a czasem uczyć się na jego błędach.

Jak zawsze po takim spotkaniu pojawia się standardowe pytanie: czy było warto? Cóż, jeśli prowadzi się własną firmę i boryka z milionem problemów, których ilość jest nieporównywalnie większa niż ilość kłopotów człowieka na etacie (taki ma jeden główny problem, który zwie się „szefem” ;) sorry nie mogłam się nie pokusić o taki niewinny żarcik), to uparcie będę podkreślać, że warto! Już mówię dlaczego.

Po pierwsze (i to nie nowość na tym blogu) jeśli nie zmarnujemy tego czasu, to budujemy bazę kontaktów (networking). Wczoraj poznaliśmy dziewczynę z agencji ślubnej i jesteśmy po wstępnych rozmowach dotyczących współpracy. Myśląc o pewnym „biznesie do którego dążę, a do którego realnie droga jest jeszcze długa” znalazłam bardzo przydatny namiar na osoby, które będą mi pomocne jako podwykonwacy przy jego rozkręcaniu. Czy wspominałam, że jeden z uczestników słysząc jednym uchem, że fotografujemy, radośnie zareagował mówiąc, że właśnie szuka naszych usług? Przykłady mogę mnożyć, ale nie ma co przynudzać.

Sprawa druga. Inspiracje. Z miesiąc temu Łukasz wpadł na pomysł genialnego wynalazku, którego nie ma w Polsce i na świecie. Gdyby nie to, że nie znamy się na branży spożywczej już byśmy go opracowywali… dziś okazało się, że coś takiego istnieje od kilkudziesięciu lat i nie musimy już odkładać pieniędzy na wymyślenie receptury dojścia do owej innowacji :) To odkrycie może nie było inspiracją samą w sobie, a sprowadzeniem na ziemię. Jednak to z jaką motywacją wyszliśmy z wykładów, z jaką świeżością, inspiracją, nowym spojrzeniem – tego nie da się przecenić! Co z tego zostanie, co wprowadzimy w życie – to jest kolejny krok. To mozolna praca każdego dnia, jednak widząc cel i wiedząc, że istnieją osoby, którym się udało – znacznie łatwiej jest siadać do codziennych działań.

Przestrogi. Jednym z wykładowców był Jakub. Mówiąc bardzo delikatnie Jakubowi w biznesie sie nie udało. Opowiedział o swojej firmie, a właściwie o kilku firmach, o działaniach, o popełnianych błędach, o zbytnim zaufaniu do pracowników, o pułapkach i o tym, że siedzi przed nami z duszą na ramieniu, bo jest winien Państwu ponad 100 tys zł i oczekuje właśnie wyroku skazującego go na więzienie. Mówił o swoich błędach, byśmy my ich nie popełnili, ale też o tym jak administracja potrafi żerować na człowieku, jak chory system zamiast pomóc ludziom wyjść z bagna, jeszcze bardziej go w tym wszystkim pogrąża.

Nie wiem, czy wypada wspomnieć o korzyściach finansowych, bo przy stoisku z książkami biznesowymi miałam szansę na odrobinę targowania :) O lektury na dłuuuugie zimowe wieczory nie mam się co martwić.

Czy były jakieś minusy? No jasne! Obiadu nie miałam w cenie ;) Mimo tego, że aula była nowoczesna, to kręgosłup wysiadł mi po pierwszym dniu (już odwykłam od studenckiego trybu życia). Weekend, który mogłam poświęcić na zbieranie grzybów (ostatnio na to choruję i dałabym wiele, aby zaszyć się w lesie w ich poszukiwaniu), sprzątanie w mieszkaniu, spacerowanie po parku, spotkanie ze znajomymi i rodziną, siedzenie na Fejsie, tworzenie nowej oferty i wiele wiele innych, „zmarnowałam” na słuchaniu innych przedsiębiorców i myśleniu o firmie. Jaki normalny człowiek na etacie lubi myśleć o pracy w czasie wolnym? No właśnie. Ale takie właśnie jest życie drobniutkich przedsiębiorców! Polecam! :)