Czy znacie sprawę Kamila Lipińskiego i manifestu drobnych blogerów

Czy znacie sprawę Kamila Lipińskiego i manifestu drobnych blogerów

Kocioł hejtu

Chyba zaczyna wrzeć w garnuszku blogerskim. Choć głosy nie dochodzą jeszcze z samej góry, to powolutku robi się coraz ciekawiej. O czym mówię? Zaczęło się od tego, że mój dobry przyjaciel Kamil Lipiński postanowił skrzyknąć drobnych blogerów (niekoniecznie tych co znał osobiście, ale również tych, których witryny odwiedzał) po to by popracować razem. Nad czym? Nad najróżniejszymi rzeczami, począwszy od motywacji nad regularnym pisaniem, wymiany doświadczeń „małych żuczków”, a może i nad stanięciem w jednym szeregu w przyszłości i nad wspólną propozycją dla agencji reklamowych (idea wielu małych blogerów specjalistycznych mających wspólnie zasięg porównywalny do bardziej znanych twarzy występujących pojedyńczo). Na wstępie opublikował żartobliwy wpis dotyczący znanych ceWEBrytów pod tytułem „Ciągle te same gęby, czyli słów kilka o polskiej blogosferze”. Cóż, kto Kamila nie zna, nie czytuje jego bloga regularnie, może faktycznie pomyśleć „co za szuja, hejtuje tych biednych Kominków i Ekipę, a oni tak ciężko na sławę pracowali”. Co najciekawsze zarówno ja jak i zapewne Kamil (choć tu się go nie pytałam – tak teraz strzelam) zgodzilibyśmy się z tym, że nie ładnie tak hejtować ludzi ciężko pracujących. Serio, serio. Sęk w tym, aby umieć wyczuć nutę cynizmu, żartu, mieć odrobinę dystansu i zrozumieć o co człowiekowi chodziło, a nie zakopywać się w swoich domysłach.

Manifest małych blogerów

Aby rozwikłać tą trudną zagadkę (o kurka! ja też potrafię pisać z ajronią!) warto zajrzeć, do następnego wpisu  (uwaga! zawiera on lokowanie blogerów) w którym zawarł treść manifestu tych drobnych robaczków, co to okazuje się, że nie chcą urywać głowy nikomu sławnemu, ba nawet sami te paskudne gęby polskiej blogosfery regularnie czytują i podziwiają, a jedynie szukają miejsca dla siebie. Miejsca takiego, które nikomu nie będzie zagrażało. A jakby wczytać się dobrze, to chodzi o szczere polecanie się! A to ci dopiero hejt rzucony w stronę wielkich tego świata – polecić komuś tych innych małych! :)

Czy hejter jest hejterem, a jeżeli nie, to kto nim jest…?

A teraz będzie o paradoksie, który tak mnie rozbawił, że śmiechem rozbudziłam Eosa. Otóż trafiłam na wpis blogerki Optymistycznej Mamy bardzo oburzonej manifestem i wylaną na Kominka, Segrittę i Macieja Budzicha żółcią i jadem. Rozumiem, że można nie znać tekstów Kamila i wówczas nie wyczuć kiedy po kimś jedzie, a kiedy pisze coś z przymrużeniem oka (znając go wiem, że nie jest hejterem). Ale zarzucać mu (obojętnie czy słusznie, czy nie) hejt wobec osoby, która na hejcie wypłynęła (Kominek opisuje w swojej książce jak to zaczynał od pisania o cyt. „dupach” by zyskać zasięg, a potem przechodził proces łagodzenia stylu) i oburzać się owym rzekomym hejtem Kamila jako próbą wypłynięcia… To czyż nie jest to paradoks?

Powiew fejmu

Pierwszy głos „z góry” jaki się pojawił, to wpis Pawła Opydo z Zombie Samurai i choć krytyczny do większej części manifestu, to po prostu pozwalający wierzyć, że Autor owy manifest nie tylko przeczytał, ale i zrozumiał (jednego tylko nie wiem… skąd Pawle wyczytałeś, że nasza mniejsza popularność, jest statusem quo? m.in. to chcemy włąśnie zmienić!). Cóż, nie zgadzać się z nim może każdy. Głęboko wierzę, że każdy sam wybiera drogę do osiągnięcia swoich celów i dla różnych blogerów będzie ona odmienna. Może porównanie będzie skrajne, aby lepiej je zrozumieć, ale ciężko mi wyobrazić sobie mojego psa, biszkoptowego labradora Eosa piszącego o wspomnianych wcześniej „dupach” by zyskać rozgłos . A uwierzcie mi, kto jak kto, ale on o tylnych częściach ciała wie na pewno więcej niż topowi blogerzy wszyscy razem do kupy wzięci ;). Tak więc biorąc przykład z czołówki polskiej blogosfery zamierzam zmierzyć się z czymś co nazywa się współpracą z innymi blogerami :) Że Kolosów nie znam, to skupię się na tych na moim poziomie. Czy coś stracę? Najwyżej kilka zarwanych nocek. A mogę coś zyskać? To się okaże!

 

PS Tytuł wpisu miał brzmieć: „Hejt dotyczący hejtu hejterki wobec hejtu hejtera o hejtującym hejterze, czyli czy znacie sprawę Kamila Lipińskiego i manifestu drobnych blogerów?”, ale kurka jakoś długo wyszło… sorry.

  • http://optymistycznamamma.wordpress.com/ Optymistyczna Mama

    Witam serdecznie,

    Bardzo się cieszę, że również Ty poruszyłaś ten temat.
    Nie znam tekstów Kamila Lipińskiego, poznałam dopiero wczoraj i moja rekcja na nieznanego blogera była właśnie taka – i właśnie na te 2 teksty. Przejrzałam kilka innych i są ciekawe i wartościowe.
    Ale każdy ma prawo do wyrażana własnego zdania.

    Właśnie chodzi o to, że nie wszyscy wszystkich czytają, dlatego to była całkiem obiektywna opinia i uważam, że wiele osób tak właśnie ją odebrało.
    Po za tym, sami mnie też nie znacie, to osąd mojej osoby ktoś może powiedzieć, że też jest może nie na miejscu ;)

    A dyskusja jak najbardziej potrzebna – przecież widzicie, że jest reakcja, a o to chodziło.

    PS. A kto powiedział, że nuty cynizmu nie wyczułam?
    Po za tym, jedynie o Kominku piszesz, a pozostali chyba na tzw „hejcie” nie wyszli – a w tekście było nie tylko o nim.

    Pozdrawiam

  • admin

    Również cieszę się, że tutaj trafiłaś i dziękuję za komentarz. Zamiarem moim osąd osoby nie był (hmmm….mistrzem mym Yoda jest…) tylko zwróceniem uwagi na paradoks w odbiorze.

    Z tego co wiem, to osoby, które się do Kamila zgłaszają (a mamy kontakt) nie odbierały tego wspisu jako wyrazu zazdrości, ale jako motywator do wytrwałości w pisaniu, chodziło o iskrę wsparcia – podobnie jak Ty, nie wszyscy oni wcześniej wiedzieli o istnieniu bloga Kamila, a co za tym idzie nie każdy znał jego styl. Mimo tego odbiór był inny, bo i człowiek każdy inny, a odbiór każdego innego człowieka może być tylko subiektywny (obiektywizm zostawmy filozofom i góralom :) ).

    Masz rację, że piszę tylko o „wyjściu” Kominka, a pomijam innych, nieumyślnie, pewnie dlatego, że jest on „twarzą” blogosfery i dlatego, że na tle innych z wpisu jego czytuję najczęściej. W takim razie może jest to temat do zastanowienia się „Na czym wyszli inni”? I nie chodzi mi o frazesy z serii „ciężką pracą”, ale jakie momenty były przełomowe, bo może okaże się, że momenty współpracy z innymi blogerami? Zombie Samurai przyznał, że duży wpływ miało poznanie innych. Czy zawsze trzeba poznawać tylko tych wielkich? Mniejsi nie mają żadnych pozytywnych doświadczeń? Rozmawiajmy i dzielmy się. Zapraszamy do współpracy :)

  • http://chicamala.pl ChicaMala

    Widzisz, ja czytałam również ten tekst. Tylko jeden, bo na drugi już nie miałam siły (ale może się poprawię) i zareagowałam tak samo właśnie. Może dlatego, że część „elity” udało mi się poznać mniej lub bardziej osobiście i wiem, że akurat oni do pomocy są bardzo chętni. Zwłaszcza zjechany w tekście Maciek, który tworzy różne projekty, żeby właśnie MALI mogli stać się duzi, żeby mogli poprawić, co robią źle. I nie on jeden, bo wbrew temu jak to z zewnątrz wygląda, oni są pomocni i życzliwi i wcale nie chcą zostać jedynymi gębami w blogosferze. Skoro Kamil się tak burzył na nich i stworzył manifest, to szkoda, że nie zauważył w nim przy okazji jaką pracę wykonuje elita, żeby pomóc mniejszym. Słabe. Po prostu słabe.

  • admin

    Cóż mogę powiedzieć… chyba tyle, że różnimy się umiejętnością odbierania cudzych żartów. Jeżeli ktoś „jeździ” po drugim pisząc np. „Cenzura jaką rozciąga na swoich blogach w komentarzach zapoczątkowała wielką cenzurę internetu w Chińskiej Republice Ludowej.” i druga strona odbiera to bez dystansu, to faktycznie można dojść do wniosków do których doszłaś. Pozdrawiam. :)