Ice Bucket Challenge

Ice Bucket Challenge

Czym jest IBC
W końcu padło na mnie, a ja podjęłam wyzwanie. Akcja Ice Bucket Challenge trwa od paru ładnych tygodni, każdy w necie widział już setki, jak nie tysiące osób polewających się wiadrami wody z lodem. Ma to dwa cele. Pierwszy to cel powiedzmy marketingowy, czyli zainteresowanie ludzi, że dzieje się coś niezwykłego. Wariaci. Przecież to nie lany poniedziałek! Po co oni to robią?

I tutaj dochodzi się do sedna. Odkrycie głębszego sensu. Podobno osoba która dostaje zimną wodą po głowie przeżywa przez sekundę coś porównywalnego do stanu chorego na ALS, czyli stwardnienie zanikowe boczne. Przedsięwzięcie ma więc zwrócić uwagę społeczeństwa na zagadnienie jakim to schorzenie jest.

Wpłaty
Wyzwany, jeżeli nie podejmie się specyficznego zmoczenia, powinien wpłacić kwotę na konto fundacji zajmującej się walką z chorobą. Jeżeli zaś je przyjmie… wówczas też płaci. W Internecie przyjęły się różne wersje – czasami ludzie podają konkretne kwoty jakie należy przelać, innym razem jest to całkiem dowolna kwestia.

Modyfikacje
Zmieniają się też fundacje na które ludzie chcą przekazywać pieniądze. I wiecie co? I to jest moim zdaniem piękne. Że nie zamykamy się nie identyfikując się z daną fundacją, czy danym problemem. Akcja trwa choć już zmodyfikowana .

Ja również podjęłam wyzwanie w przekształconej wersji. Element szoku jakim jest wiadro wody wylane na głowę pozostał. Nie zmienił się też aspekt charytatywny. Jako wspierane cele wybrałam Fundację Rodzin Adopcyjnych oraz Stowarzyszenie Wolontariuszy „Kundellos” (które obdarzymy workami karmy).

Krytyka
Ice Bucket Challenge ma swoich krytyków. Ja chciałabym się odnieść do trzech zarzutów o których słyszałam.

Idioci polewają się wiadrami, a w Afryce dzieci nie mają wody do picia. Marnotrawstwo.
W naturze nic nie ginie. Woda wylana komuś na głowę wnika w glebę, przefiltrowuje się przez piasek, dochodzi do wód gruntowych. Część wyparuje i dostanie się do atmosfery. Niewylane wiadro wody w Polsce, czy Stanach nie wpływa na ilość wody w Afryce. To taki dodatkowy lany poniedziałek. :)

Ciekawe kiedy te ciemne masy w końcu pojmą, że to chodzi o przelanie pieniędzy, a nie o wiadro wody.
Tu polecę nutką cynizmu – nie każdy jest spostrzegawczy tak jak autorzy takich zarzutów – widać mieli jakieś problemy o które posądzają innych ;). Czyżby niektórzy nie od razu skumali lub nie od razu dowiedzieli się po co jest ta akcja? Fakt, że każdy kto ją podejmuje powinien w miarę sensownie wytłumaczyć „co to” i „po co to”. Przyznam, że widząc demotywatory z tym zarzutem na tablicach bardzo fajnych znajomych mam wątpliwości co do zrozumienia przez nich sedna tej inicjatywy.

To takie niechrześcijańskie. Po co robić coś na pokaz. Lepiej przelać pieniądze cichcem.
Czy fragment na który zwolennicy tego zarzutu się powołują rzeczywiście można odnieść do tej sytuacji?

„Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa,  aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie” Mt 6, 2-4.

Primo. Fakt wzięcia udziału w akcji jaką jest IBC nie zwalnia chrześcijan z czynienia dobra po cichu. Secundo. Jakby się też dobrze wczytać Jezus przestrzega przed dawaniem jałmużny po to „by inni nas chwalili”. Czy IBC, choć głośne jest po to by ludzie nas chwalili? Wydaje mi się, że nie, że należy odróżnić formę promocji jaką założyli sami autorzy akcji od wewnętrznej motywacji biorących w niej udział. Owszem jest to sprawa głośna, jednak nie z powodu chwalenia, ale z powodu uświadomienia, które opisywałam na początku notki.

Szczerze? Do niedawna nie miałam pojęcia o co chodzi w ALS. Gdyby nie medialność przedsięwzięcia nadal moja wiedza w tym temacie oscylowałaby wokół poziomu zerowego, nie mówiąc już o ilości pieniędzy zebranych na walkę z tą chorobą. Trzeba przyznać, że jeśli ktoś leje sobie kubeł zimnej wody na łeb i przelewa pieniądze po to by podbudować swoje ego, to faktycznie ma problem z tym Jezusowym tekstem i to nie tylko w kontekście IBC, ale to już kwestia konkretnych sumień w które wchodzić nie zamierzam.

Podsumowanie
Więcej powtarzających się zarzutów jakoś w oczy mi się nie rzuciło. Może poza tym, że komuś IBC się po prostu nie podoba. I ok. Ma prawo. Ja nie lubię koloru różowego i frytek smażonych na starym oleju. Może dla kogoś ta inicjatywa jest zbyt głośna, może zbyt nachalna, może zbyt amłerykańska. Do mnie przemawia. Mnie uświadomiła i kopnęła do działania. Ruszyłam cztery litery sprzed monitora, spędziłam fajne chwile z mężem planując jak to będzie wyglądało, zmotywowałam się do aktywacji zastygłego bloga, zrobiłam coś z nutą szaleństwa, a tego było mi trzeba. Same plusy! :)

Kamil, dzięki za nominację do Ice Bucket Challenge!

Poniżej przyjęte wyzwanie.