Listy, których nie lubię…

Listy, których nie lubię…

Prehistoryczna komunikacja
W dobie Facebooka, SMSów i zdjęć z Instagrama otrzymanie listu, czy telefonu, to taki magiczny moment. Pamiętam jak z okazji urodzin kolegi ze wspólnoty zadzwoniłam do niego. Był w mega szoku i dał temu wyraz: „Ania! To niesamowite! Wszyscy piszą na FB, a Ty dzwonisz, żeby mi złożyć życzenia! Dzięki!” – tak to mniej więcej brzmiało.

Skoro w XXI wieku telefon z okazji urodzin wywołuje tak wielki efekt „whow”, to do jakiej euforii może doprowadzić otrzymanie listu? Ten moment kiedy wyjmujesz go ze skrzynki i upewniasz się, że nie jest od Urzędu Skarbowego… sposób w jaki otwierasz kopertę… przyglądasz się znaczkowi… próbujesz rozpoznać nadawcę po sposobie zaadresowania… i nagle jest! Czytasz list napisany z myślą o Tobie! Z przesłaniem specjalnie dla Ciebie! List jest takim uchyleniem kawałka serca – czasami ludzie piszą w nim o tym, o czym mogliby nie powiedzieć wprost… wchodzą w głębsze relacje…

Niekochane listy
Czy można listów nie kochać? Owszem. Nie kocham listów od wszelkiej maści urzędów, bo pewnie ktoś gdzieś popełnił jakiś błąd i trzeba to odkręcać tracąc czas. Nie kocham listów, które listami nie są, np. na imieniny, zawierające ściągnięty z netu wierszyk z życzeniami i podpis nadawcy lub co gorsza kartkę z nadrukowanymi fabrycznie słowami. Nie kocham dostawać listów od polityków na tydzień przed wyborami. Nie kocham też jeszcze jednego rodzaju, w swej istocie bardzo ważnych listów. Tych czytanych w kościołach w czasie przeznaczonym na przepowiadanie Słowa Bożego, a które równocześnie nie należą do ksiąg kanonicznych Pisma Świętego.

Biskupi listy piszą
Ok., ale po kolei. Czy w tym, że biskupi, czy inni szanowni nadawcy takich pism je tworzą jest coś złego? Zazwyczaj absolutnie nie. To nawet miłe i wskazane, że hierarchowie nie mają mnie „gdzieś” i chcą mnie o czymś informować, chcą mnie pouczać, wytłumaczyć, chcą tworzyć coś skierowanego do mnie. Ja zwykle chcę to wiedzieć, móc o tym porozmawiać, popisać, podyskutować. Jednak jak mówi Kohelet „wszystko ma swój czas”. Co o ważności homilii znajdziemy w Konstytucji o liturgii świętej Sacrosanctum Concilium?

KL 52. Jako część samej liturgii zaleca się bardzo homilię, w której z biegiem roku liturgicznego wykłada się na podstawie tekstów świętych tajemnice wiary i zasady życia chrześcijańskiego. Bez poważnego powodu nie należy jej opuszczać we Mszach odprawianych w niedziele i święta nakazane przy udziale wiernych.

Czy fakt, że biskupi wystosowali do wiernych list jest „poważnym powodem”, aby go odczytywać w miejscu homilii? Zapewne znajomość tematyki listu pomaga to ocenić. W moim osobistym odczuciu, ze wszech miar subiektywnym, ponad połowa listów nie jest na tyle istotna, aby rezygnować z żywego przepowiadania Słowa (np. w niedzielę biblijną).

Cel uświęca środki?
Kolejną rzeczą nad którą warto się zastanowić jest to, co autorzy takich listów chcą osiągnąć. Czy chodzi o to, aby listy były odczytane dla samego odczytania, czy ma z tego coś wynikać, np. przyjęcie pewnego nauczania, uwrażliwienie na poruszany temat itp.? Zastanawia mnie, czy przy Komisji Episkopatu Polski działa jakikolwiek wykwalifikowany specjalista od zasad komunikacji, który wykonał BADANIA percepcji treści podawanych z ambony w formie listów pasterskich. Ja takim specem nie jestem, ale gdy słyszę „dziś biskupi przygotowali dla nas słowo w postaci listu” doświadczam niesamowitej walki duchowej pomiędzy moją chęcią zmuszenia się do słuchania, a nieprzebraną chęcią policzenia wszystkich klepek w podłodze, wymnożenia ich w pamięci przez ilość żarówek w żyrandolach i wyciągnięcia pierwiastka z ilości ministrantów zasiadających w prezbiterium. Niedawno wybrałam jeszcze inną drogę, był nim różaniec i jestem z tego dumna. Gdy po takiej Mszy rozmawiam ze znajomymi, okazuje się, że nie jestem w podobnych zmaganiach odosobniona. Wystarczy posłuchać ludzi wychodzących ze świątyni, aby wiedzieć jaka skuteczność przekazu była.

Co zatem proponuję?
Odpowiedź jest prosta – dostosować sposób dotarcia z listem do zainteresowanych, tak by nie umniejszać roli homilii. Czy nie można zaprosić wiernych 10 min. przed Eucharystią lub po niej? Czy nie można umieścić treści listu na stronie parafialnej? Czy dla osób starszych nie można wydrukować listów i położyć przy wyjściu ze świątyni? Czy nie można zawiesić go w parafialnej gablotce? Czy nie można poruszyć jego treści na spotkaniach wspólnot? Czy nie można przeczytać go w ramach ogłoszeń parafialnych, które zamiast odczytania z ambony zawisną na tablicy informacyjnej? A jeżeli już nie ma pieniędzy na druk, kościół nie posiada żadnych małych wspólnot, ani strony internetowej, to czy nie można treści listu skomentować lub po jego odczytaniu wrócić na chwilę do Ewangelii? Podobno dla chcącego nic trudnego.

Siła
Na koniec smaczek. Co roku, w okolicach Wielkiego Piątku otrzymuję wspaniały list. Napisany odręcznie, widać, że piórem, dość osobisty w treści, zapraszający mnie na niesamowite wydarzenie. Piszą do mnie Świadkowie Jehowy. Rok w rok. Odręcznie. Osobiście. Podpisuje się jakaś pani i podaje na siebie namiary. Nie szkoda im widać pieniędzy na papeterię – znaczków nie potrzeba, samodzielnie wkładają listy do skrzynek. Nie tylko ja dostaję taki list. Cała okolica. Naprawdę nas nie stać na taki wysiłek? Nas? Katoli? Więcej pamiętam z ich zeszłorocznej korespondencji, niż z wczorajszego listu przeczytanego z ambony. A różni je przede wszystkim forma przekazania informacji.

 

PS Nie chcę w moim wpisie w żaden sposób oceniać księży, którym takie czy inne rozwiązanie jest narzucone z góry. W posłuszeństwie przełożonym nie ma nic złego, a wręcz przeciwnie – jest to droga do świętości.

Drodzy Kapłani do których to dotrze – Wy też być może kiedyś będziecie biskupami. Czytanie lub nie czytanie listów zamiast homilii nie jest kwestią dogmatyczną – może warto będzie wtedy posłuchać vox populi i szukać innych rozwiązań do przekazu swoich przesłań wiernym…?

PPS Celowo w moich rozważaniach pomijam kwestię wartości contentu, ponieważ jest to temat tak głęboki, że nie da się go wyczerpać w jednej notatce. 

  • http://www.lipinski-kamil.pl/ Kamil Lipiński

    Też nie lubię listów, no chyba że to listy na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu :)
    Jak czytałem Twój tekst od razu przypomniała mi się inicjatywa Angeliki: http://popiszemy.pl/
    Jeśli lubisz pisane własnoręcznie listy to zarejestruj się :)

    • http://www.annadk.pl/ Anna Dowejko-Kuklińska

      Sęk w tym, że ja lubię i nie lubię jednocześnie. Nie lubię pisać, chyba że z jedną z 2 osób. Lubię dostawać ;) Ale oczywiście bardzo dziękuję za namiar :)

      • http://yzoja.pl/ Yzoja

        Nie rejestruj się :D
        Możesz się dołączyć do grupy na Fb -> https://www.facebook.com/groups/popiszemy/
        ale strona będzie kompletnie robiona od nowa więc i tak trzeba się będzie rejestrować jeszcze raz.

        W każdym razie – czemu nie lubisz pisać?

        • http://www.annadk.pl/ Anna Dowejko-Kuklińska

          Generalnie lubię pisać… mam blogi na których staram się to praktykować ;)
          Chyba chodzi o to, że dla mnie korespondencja listowna jest takim dość głębokim przeżyciem, dzieleniem się duszą, więc pisać mogę do kogoś komu w 100% ufam, z kim jestem zżyta. Myślę, że na świecie w chwili obecnej jest ok 5 osób z którymi mogłabym w taki sposób korespondować, jednak jestem z nimi na tyle blisko na co dzień, że mogę z nimi rozmawiać na żywo. Do ogólnych rozmów, dyskusji itp wystarczają mi blogi, maile czy całe social media. :) Oczywiście wówczas gdy zdarzało mi się być daleko od pewnych osób, to listy były czymś czadowym! :)

          • http://yzoja.pl/ Yzoja

            O, no ja mam zupełnie inne podejście do listów, ale rozumiem :) Fakt, że jest to bardzo osobista forma komunikacji, ale z drugiej strony daje mi to możliwość poznania bliżej osób, których nie znam, Facebook nie sprawia mi tyle radości, co czytanie fizycznych listów, które przychodzą w ręcznie ozdabianych kopertach ;)

  • Jan Buczyński

    Tym razem ja chcę się podpisać potrójnym „Amen” pod Twoimi uwagami ;) To jest dokładnie tożsame z moimi przemyśleniami na ten temat.