Wywiad z księgowym: Nigdy nie szukałem klientów. To oni przychodzili do mnie.

Wywiad z księgowym: Nigdy nie szukałem klientów. To oni przychodzili do mnie.

O początkach działalności, tym do czego przydaje się księgowy oraz w jakich tematach może doradzić, opowiedział mi krzewiciel przedsiębiorczości Leszek Kietla – księgowy z 13 letnim stażem prowadzący w Warszawie swoje ciągle rosnące w siłę biuro.

Leszku czym i od jak dawna się zajmujesz?

Od 2001 roku zajmuję się  księgowością. W roku 2009 po uzyskaniu doświadczenia i zdobyciu certyfikatu z Ministerstwa Finansów rozpocząłem własną działalność gospodarczą i prowadzę biuro księgowe.

Księgowy, to brzmi dla niektórych przerażająco, chyba niewiele osób rodzi się z pragnieniem wykonywania tego zawodu, czy od zawsze wiedziałeś, że będziesz się tym zajmował?

Siłą rzeczy. [śmiech] Skończyłem liceum ekonomiczne, pracowałem jako referent księgowy, studiowałem informatykę łącząc ją z księgowością, a następnie skończyłem studia z finansów i księgowości na UW. Po uzyskaniu niezbędnego certyfikatu rozpocząłem własną działalność gospodarczą.

Brzmi… skomplikowanie. Czy równie trudne jak przejście „wojennej ścieżki edukacyjnej” było „wdzieranie się” na rynek, pozyskiwanie pierwszych klientów?

Może powiem coś szokującego, ale ja nigdy nie szukałem klientów. To oni przychodzili do mnie. Prawie wszyscy klienci, których mam dzisiaj są z polecenia.

Istnieje pewna zasada mówiąca o tym, że niezadowolony klient mówi o złej usłudze ok. 10 swoim znajomym. Zadowolony klient przekazuje informację o dobrym usługodawcy ok. 2 osobom. Musiałeś czymś się szczególnie zasłużyć skoro klienci sami do Ciebie lgną – czym się wyróżniasz?

Księgowych na rynku nie brakuje. Nie zajmuję się tylko samą rachunkowością, pracując wiele lat w biurze księgowym, mając doświadczenie chciałem to zmodyfikować, być bliżej klienta, ułatwiać pracę przedsiębiorcy. Zajmuję się doradztwem pod kątem optymalizacji fiskalnych, czyli doradztwem okołopodatkowym.

Spotykałem się z przypadkami osób chcących założyć działalność. Panie w urzędowych okienkach nakazywały im wypełnienie formularzy. Ktoś kto nie zna się na przepisach zrobi wszystko co każe pracownik administracyjny. Taka osoba często nie wie, że ma możliwość podjęcia innych działań niż radzi pani urzędniczka – przykładowo nie zawsze musi się być płatnikiem VATu. Z takim klientem siadamy i tłumaczę co, dlaczego i pod jakim kątem będzie dla niego korzystniejsze, a on potem z różnych opcji, które mu przedstawię, może podjąć świadomą decyzję.

Zdarzają się firmy lub osoby fizyczne myślące dopiero o działalności, a które po skorzystaniu z doradztwa i rozpoczęciu pracy, decydują się na samodzielne prowadzenie rachunkowości. Jeżeli nie ma konieczności outsorsingu bywa, że robię dla takich osób przeszkolenie z prowadzenia podstawowej księgowości.

Chyba wyróżnia mnie jeszcze to, że w tym zaganianym świecie mam dla klientów czas. Poza samymi spotkaniami jestem dostępny dla nich pod telefonem, dostaję maile żeby coś wyjaśnić – po prostu na to odpowiadam.

Innymi słowy tłumaczysz język urzędowy na nasze i pomagasz ludziom oszczędzać?

[śmiech] Można tak powiedzieć. Spotykałem przypadki gdzie ludzie pozaznaczali takie rzeczy w formularzach, że obciążenia podatkowe były o wiele większe, niż gdyby wcześniej wypowiedzieli się o tym co planują, co chcą robić, co chcą osiągnąć przed kimś kto się zna i może im doradzić.

Staram się to podawać w formie takiej by była jasna dla każdego. Prowadzę osoby, mając na względzie co roku aktualizujące się przepisy. Jeżeli wiem, że ktoś prowadzi biznes w danym segmencie rynku, znam plany i aspiracje tej osoby, to w momencie kiedy wchodzą przepisy, które by w jakiś sposób pomogły w doprowadzeniu do realizacji marzeń – mogę o tym powiadomić zainteresowanego. Mam rękę na pulsie.

Cofnijmy się trochę. Pracowałeś kilka lat temu u kogoś – co zaważyło o tym, że idziesz na swoje? Punkty zapalne? Czy były takie momenty?

Ze starymi pracodawcami mam stały kontakt i dobre relacje, czasami ich odwiedzam, nie palę mostów. Wiele zawdzięczam mojej szefowej, która nie raz mi pomogła, bo rozpoczęła proces mojej nauki i wprowadziła mnie w ten świat. Chcąc doradzać innym, zacząłem od doradzenia sobie – zobaczyłem prowadząc finanse innych firm, że po prostu własna działalność będzie dla mnie o wiele bardziej opłacalna. To dojrzewało.

Czego najbardziej się obawiałeś na początku?

Oczywiście działalność gospodarcza wiąże się z ryzykiem – zmienia się sytuacja rynkowa, ktoś z moich klientów zawiesza działalność i u mnie w tym momencie kończy się przychód. Jednak jak wspomniałem klientów miałem od początku. Na miejsce jednej osoby szybko znajdował się ktoś inny. Aby się rozwijać potrzebne są przychody – w moim przypadku nie chciałem opierać się na kredycie, czy dotacjach unijnych. Bardziej chciałem bazować na tym, by wykonać dobrą usługę i mieć klientów którzy będą ze mną nie incydentalnie, ale na długi okres. Mam firmy z którymi pracuję latami.

Czy miałeś moment kryzysu, myślałeś że pójdziesz znów na etat, zostawisz to i koniec?

Czasami się pojawiały, ale głównie w chwilach gdy zmieniała się sytuacja na rynku. Chodzi o natłok negatywnych informacji.

Inne momenty, to te w których przytłaczała mnie ilość przepisów, które nieustannie trzeba analizować – opanowanie norm dotyczących sprzedaży kurczaków, samochodów, działalności informatycznej itd.

Na szczęście wszystkie tego typu zwątpienia szybciej odchodziły niż się pojawiały.

Dla mnie minusem pracy na etacie jest to, że trzeba siedzieć od godziny do godziny, być dostępnym dla zwierzchnika. W działalności muszę wykonać wszystko w odpowiednim terminie, pracować z kontrahentem. Resztę czasu który sobie wygospodaruję mogę przeznaczyć na coś co jest ważne dla mnie, chociażby na spotkania z bliskimi, przyjaciółmi, pójście na basen, wyjechanie na urlop, czy spotkanie na wywiad z Tobą. Nie zatracam się w pracy. Mam życie poza nią, fantastycznych przyjaciół i znajomych i chcę z nimi spędzać czas, poznawać świat, odstresowywać się.

Wyprzedziłeś moje pytanie ;) A czy tak było od początku? Miałeś czas dla siebie i bliskich od pierwszego dnia prowadzenia własnego biura?

Absolutnie nie, trzeba było przebrnąć przez jakiś okres, po to by się ustabilizować, mieć wejrzenie w sytuację, zobaczyć jakie się ma obroty, ryzyka, niebezpieczeństwa. Sytuacja na rynku się zmienia, ale obecnie mam większą jasność tego co się dzieje i co może się stać więc mogę pozwolić sobie na odpoczynek i równowagę. W ramach tego co osiągam mogę planować czas dla siebie – to dobrze potem wpływa na moją pracę.

Jesteś zadowolony z formy działalności jaką prowadzisz?

Zdecydowanie, dla mnie plusy przeważają. Wiadomo minusy znajdą się wszędzie, ale dla mnie jest to najlepsze rozwiązanie.

Dzięki za rozmowę! Kontakt do Leszka znajdziesz na www.interpretor.pl