Największa przygoda mojego życia – z okazji Dnia Myśli Braterskiej

Największa przygoda mojego życia – z okazji Dnia Myśli Braterskiej

Przesiąknięci harcerstwem  – to widać, słychać i czuć

Dziś jest ten dzień w którym na 99,9% zobaczysz kogoś w harcerskim/skautowym mundurze. Nie będę pisać dlaczego 22 lutego obchodzony jest Dzień Myśli Braterskiej, kto się wtedy urodził, ani co to znaczy dla wszystkich skautów. Możesz to sprawdzić na cioci wikipedii. Dziś chcę Ci napisać, że harcerstwo jest jedną z najwspanialszych przygód jakie mi się w życiu przytrafiły. Ale po kolei.

Obóz, ognisko i gitara

Można powiedzieć, że od urodzenia byłam lekko harc-spaczona. Moi rodzice poznali się na obozie harcerskim. Mama nigdy tak na serio do ZHP nie należała – pojechała do lasu pomóc koleżance prowadzić drużynę (zaliczmy to do kategorii cudów). Wróciła z oboźnym i jego gitarą. Po kilku latach był ich ślub. To brzmiało dla mnie zawsze mega fajnie – moi rodzice poznali się na obozie, przy ognisku gdzie tata grał, a mama wiedziała, że będzie ojcem jej dzieci… Nie prywatka, nie klub, nie szkoła, nie znajomość od przedszkola… obóz, ognisko i gitara!

Najwcześniejsze ślady

Mam dwa wspomnienia z mojego życia, które sięgają najdalej – wcześniej jest wielkie, ciemne nic. Jedno z nich dotyczy wizyty na obozie, na którym z kolei oboźnym był mój najstarszy brat. Miałam wtedy coś pomiędzy 3 a 4 latka. W mojej głowie do dziś siedzi pewnego rodzaju fotografia, mignięcie – wyjście z samochodu i zobaczenie nadchodzącego Tomka. Miał długie włosy, glany, bojówki, a w tle stały namioty. Czad!

Początek przygody

Nikt nigdy nie namawiał mnie do harcerstwa, jednak jak w mojej szkole przeprowadzany był nabór do gromady zuchowej od razu wiedziałam, że właśnie w takiej grupie chcę być. W mojej głowie harcerstwo było synonimem słów takich jak przygody, honor, poświęcenie, przyjaźń i odpowiedzialność. Jakie dziecko nie marzy o tym by być dzielne, poznawać świat świetnie się przy tym bawiąc i mogąc go uratować? Wybór był więc oczywisty.

Co mi dało harcerstwo

Wiecie, ja wręcz pałałam by do tych ideałów dążyć, ale gdzieś w głębi duszy bardzo często różnych rzeczy się bałam, byłam osobą dość zamkniętą i nieśmiałą, nie lubiącą być w centrum zainteresowania. To nie było tak, że wstąpienie do Związku Harcerstwa Polskiego zmieniło wszystko jak za sprawą pstryknięcia palcem. To była DROGA. Funkcjonowanie jako najmłodsza w drużynie często mnie onieśmielało – wszyscy o rok wyżej, a w podstawówce właśnie ten rok robi różnicę. Jednak to właśnie harcerstwo nauczyło mnie przezwyciężać moje ograniczenia. To tutaj byłam motywowana przez wspaniałych ludzi (hej Monika! Moja najwspanialsza drużynowo! I całe 84WDHiGZ „Knieja”), to tutaj pojawiały się coraz bardziej skomplikowane zadania do ogarnięcia, to tutaj zaufano mi – nieśmiałej, zakompleksionej, wycofanej smarkuli – do tego stopnia, że postawiono pode mną gromadę małych ludzików zwanych zuchami, którym miałam przewodzić.

ZHP nauczyło mnie stawiania sobie wyzwań i pokonywania własnych ograniczeń. Otworzyło na to co nowe, inne. Choć nigdy specjalnymi uzdolnieniami manualno-artystycznymi nie grzeszyłam, to właśnie tutaj podjęłam decyzję o samodzielnej nauce gry na gitarze, tutaj musiałam wzbudzać w sobie kreatywność by przygotowywać zbiórki. To w ZHP nauczono mnie większości rzeczy, które wiem na temat wychowywania – pewne zachowania są dla mnie absolutnie naturalne, rozumiem rozwój psycho-fizyczny dzieci, a życie pokazuje, że nie dla każdego taka wiedza jest w zasięgu ręki. Tutaj pierwszy raz jako 14-15 latka musiałam „stawiać czoła” rodzicom moich podopiecznych, czyli przełamywać swoją nieśmiałość. Tutaj uczyłam się udzielać pierwszej pomocy i pierwszy raz trzymałam w ręku szoty. Nigdy nie byłam co prawda typem osoby pnącej się po drabinie harcerskiej kariery, ale harcerstwo nauczyło mnie wyznaczania sobie celów. I wiecie co? Zawsze byłam dumna z możliwości noszenia munduru i choć moja harcerska przygoda zakończyła się, to ta duma będzie we mnie zawsze.

Wyniesiony skarb

Aaaaa… i męża też mam z ZHP! :)

PS A Ciebie co/kto kształtował?

 

 

  • Jan Buczyński

    Świetna historia!
    Ja nie małem żadnych związków z harcerstwem… żałuję. Co innego moja żona.
    Chociaż nasza mała Basia nie przyszła na świat w DMB (chociaż teoretycznie powinna!), to i tak zamierzamy ją w przyszłości, gdy tylko już się będzie dało, zachęcić do harcowania :)