Menu: szaszłyki z szarańczą i larwami, czyli rodzaje biznesów

Menu: szaszłyki z szarańczą i larwami, czyli rodzaje biznesów

Minął już miesiąc odkąd otworzona została na warszawskim Ursynowie restauracja „Co to to je” serwująca m.in. larwy jedwabnika, szarańcze, prażone larwy mącznika na jadalnym talerzu z prasowanych otrębów, czy ser camembert z larwami mącznika (jeśli klient sobie życzy – oczywiście żywymi). Jak nie trudno się domyślić wydarzenie to wywołało wiele emocji. Było o nim głośno począwszy od sensacyjnych tekstów w Fakcie, przechodząc przez artykuły w Gazecie Wyborczej, wpisy na portalach oraz blogach kulinarnych i warszawskich, a kończąc na wczorajszym kręceniu w lokalu programu przez Discovery.

szarancza Fot Wiki

Fot. Wiki

Innowacyjność
Mimo, że tematyka dań z robali jest niezwykle ciekawa, chciałabym spojrzeć na ten temat od innej strony. Od strony biznesu (choć zdaję sobie sprawę, że podziałów w tym zakresie istnieje wiele i z pewnością całego tematu nie wyczerpię w jednej notatce). Niektórzy stawiają w swojej działalności na absolutną innowacyjność. Wiele przykładów na to możemy znaleźć w branży informatycznej. Człowiek wysila się, aby jego pomysł był niepowtarzalny, aby był po prostu wynalazkiem zmieniającym funkcjonowanie społeczeństwa. Warto zwrócić w tym miejscu uwagę, że wiele programów dotacyjnych UE jako mocny atut, a czasami warunek sine qua non stawia właśnie innowacyjność.

Franczyza
Drugi typ firm opiera się na franczyzie, czyli systemie sprzedaży towarów/usług/ technologii przez franczyzodawców swoim franczyzobiorcom, którzy korzystając z opracowanego i sprawdzonego know-how prowadzą według niego biznes. Mówiąc językiem zrozumiałym: możesz podpisać umowę franczyzową z TelePizzą i prowadzić lokal pod ich szyldem. Jesteś wówczas osobnym przedsiębiorcą, ale równocześnie korzystasz z wiedzy, przepisów, doświadczenia, wsparcia, środków reklamy itp. udogodnień, które udostępnia TelePizza. W zamian oczywiście odpowiedni procent z miesięcznego obrotu przekazujesz swojemu franczyzodawcy.

Tradycyjne przedsiębiorstwa
Kolejnym sposobem na prowadzenie interesu jest zainteresowanie się rzeczami można powiedzieć codziennymi. Co by było, gdyby każdy zajął się innowacyjnymi wynalazkami? Czy nie zabrakłoby sklepików osiedlowych? Wystarczy rozejrzeć się wokół i zdiagnozować jakie są potrzeby danej społeczności (np. społeczności lokalnej, społeczności sportowców itp.) na które „powszechnie znamy przepis”. Nie ma tutaj konieczności wykazywania się nadzwyczajną kreatywnością (choć ona zawsze się przyda np. przy reklamowaniu swojego sklepu). Może znajdzie się duże osiedle na którym w promieniu kilku kilometrów znaleźć można kilka banków, ale ani jednego kiosku, serwisu komputerowego, przedszkola, czy fotografa?

Zagraniczne inspiracje
Ostatni sposób będzie związany z inspiracją trendami zagranicznymi. Tak jak w przypadku lokalu „Co to to je”. Możemy tutaj znaleźć innowacyjność w skali naszego kraju. Nikt wcześniej nie karmił nas larwami (a przynajmniej się do tego nie przyznawał). Z drugiej strony pomysł na prowadzenie knajpy nie jest niczym nowym: barów, karczm i restauracji znajdziemy w Warszawie wiele, jednak wyróżnia ją niespotykane w naszej kulturze menu, które zapewniło dobrą reklamę już na samym starcie. Niestety osobliwe jedzenie może nie przetrwać próby czasu – z pewnością wielu ludzi zjawi się, aby choć raz skosztować owadów, jednak ilu będzie stałych bywalców lub osób, które zmienią swoją dietę na tą robaczywą? Jednak czy takie wątpliwości są uprawnione patrząc na opinie wychodzących z lokalu klientów oraz fakt, że jeszcze kilka lat temu czymś nadzwyczajnym było jedzenie sushi oraz żabich udek?

robale

Przystawki serwowane na otwarciu lokalu.
Fot. z oficjalnego FanPage: https://www.facebook.com/restauracjaCoToToJe?

Wycieczka
Na pewno warto próbować… i prowadzenia biznesu inspirowanego trendami zagranicznymi jak i wyjątkowych potraw w „Co to to je”. To kiedy wybieramy się na Ursynów na małe „co nieco”?

Wpis zainspirowany recenzją lokalu “Co to to je” na blogu Małgorzaty  “Dla bab”.